Severin Fiala i Veronika Franz to bardzo nietypowe austriackie duo twórcze. Pracowali przy takich produkcjach jak serial „Severant”, czy film „Rimini”.
Film mający premierę w ten weekend mogliśmy wcześniej w Polsce oglądać między innymi na festiwalu Camerimage. Nie wspominam o tym przypadkiem bo zdobył tam wyróżnienie, a jest to festiwal operatorski, więc film pod tym kątem budzi zainteresowanie. Również na festiwalu w Berlinie doceniono pracę operatora tego filmu Srebrnym Niedźwiedziem. I na start trzeba przyznać, że jest to jak najbardziej zasłużone. Film wygląda świetnie, czasem mrocznie, momentami psychodelicznie, ale też niezwykle surowo. Przy tym warstwa wizualna potęguje odczucie przeniesienia się do XVIII wieku, gdzie dzieje się akcja filmu. Czasy są też świetnie oddane, czy to pod względem strojów, architektury, czy ludzkiej mentalności.
Opowiada historię dziewczyny, Agnes, jednak zanim o niej, to w mieście dochodzi do dziwnej sytuacji. Starsza kobieta, która w opinii mieszkańców jej wioski jest obłąkana, zabija małe dziecko zrzucając je z wodospadu. Co łączy ją z Agnes, otóż jej partner z którym zaczyna się spotykać na początku filmu daje jej w prezencie jej palec jako talizman na szczęście, co później okaże się wręcz przeciwne w skutkach. Agnes z dnia na dzień zamyka się w sobie i mimo że zaczyna mieszkać z partnerem i jego matką, to przestaje radzić sobie z prostymi pracami i coraz częściej spędza całe dni w domu. Z którego próbują ją wyrzucić domownicy mający dość jej bezproduktywności.
Dalsza część filmu to popadanie Agnes w szaleństwo, w którym między innymi samookalecza się, łyka trutkę na szczury i… dalej nie będę zdradzał. Jednak czy na pewno oszalała, a diabeł ją opętał, jak twierdzą mieszkańcy wioski, a w szczególności jej teściowa? Film rzuca nam różne tropy i interpretacje, jednak na pewno daje nam do zrozumienia że dosłowne nie jest tym poprawnym. Film bada to jak lata temu, tutaj dokładnie w XVIII Austrii, postrzegano choroby psychiczne, nie potrafiąc tego jeszcze medycznie interpretować. Natomiast w chrześcijańskiej społeczności było to właśnie odbierane jako opętanie. Na tej reakcji mocno też skupia się film pokazując to na przykładzie małych społeczności, bo już przez początkowy przykład kobiety zabijającej dziecko widzimy jak film skupia się na jej postrzeganiu przez społeczność.
Film przy tym porusza inne ważne i ciężkie tematy, jak między innymi wyobcowanie, co świetnie jest zagrane przez Anję Plaschg. Jej rola jest tutaj zagrana na granicy przegięcia, które mogłoby być męczące, choć trzeba przyznać, że film może momentami odrzucać brutalnością scen i bliskością jej ukazania. Film ma elementy body horroru, niekiedy zaskakująco kreatywne, jakkolwiek przerażająco to nie zabrzmi, szczególnie w wykonaniu głównej bohaterki. Wracając do niej — siłą jest ukazanie jej dramatu pod wieloma płaszczyznami, które dosłowniej pokazuje film. To wielka sztuka w wykonaniu aktorki ukazać tę głębię postaci.
„Kąpiel Diabła” to film łączący wiele elementów. Mamy tutaj body horror z elementami thrilleru, w nietypowej scenerii, ze świetnie oddanym klimatem i pięknymi kadrami. Jednak przede wszystkim to feminizujący dramat przeciwko małym społecznościom, które są ślepo zapatrzone w doktrynę. Tutaj chrześcijańską, która może wprost nie jest krytykowana, jednak ważnym elementem jest ukazanie jak ona wpływa na jej wyznawców.
7/10

