Wkraczając w zakończenie roku Netflix jak zawsze ma wiele oryginalnych produkcji, tym razem film w reżyserii Edwarda Bergera. Niemiec znany między innymi ze świetnego serialu „Patrick Melrose” czy chyba jeszcze lepszego filmu „Konklawe” bierze się za opowieść o obcokrajowcu w Makau, który jest uzależniony od hazardu.

Lord Doyle, grany przez Colina Farrella, to mężczyzna tonący w długach, zapożyczający się u kolejnych osób i kasyn, żeby grać dalej i się odbić. Poznajemy go, gdy niemal wyrzucono go z hotelu, w którym mieszkał, a sam idzie grać do kasyna, gdzie zaciąga kolejny dług i nie jest w stanie spłacić nawet rachunku na barze. Po kolejnej porażce wpada na Dao Ming, czyli kobietę, która udzieliła mu kredytu, a finalnie to ona musiała pokryć jego rachunek.

Zbytnim uproszczeniem byłoby, jakbym napisał, że dwójka od razu się w sobie zakochuje, jednak widzimy nić porozumienia między upadłym hazardzistą i kobietą, która trudniła się wciskaniem pożyczek takim jak on, co finalnie przyspieszało ich spiralę zadłużenia. Jednak w życiu Lorda pojawia się problem w postaci Blithe, Brytolki, która ściga Lorda za jego zbrodnie z przeszłości. Okazuje się nawet, że Lord wcale nie jest lordem, a zwykłym oszustem i złodziejem.

Tu już nie będę zdradzał za dużo, ale wspomniana Blithe ma za cel złapanie oszusta, który teraz stoi na rozdrożu. Wyjechać z Makau i zaszyć się gdzieś z Dao Ming, czy spróbować jeszcze raz rzucić się w wir hazardu, żeby odrobić straty i spłacić dług. Co ciekawe, jego uzależnienie od hazardu ukazane jest jak fizyczna choroba, mężczyzna ewidentnie podupada na zdrowiu, jednak samo uzależnienie każe mu grać dalej, przez co jeszcze bardziej choruje. Jest to proste, acz ciekawe ukazanie działania uzależnienia, które niszczy człowieka.

Problem zaczyna się, gdy skupimy się na samych postaciach. Głównego bohatera po ludzku ciężko polubić, nawet wspominając, że Colin Farrell świetnie się tu zagrywa, na granicy autoparodii. Oraz świetnej charakteryzacji oddającej chorobę – to jego bohaterowi ciężko kibicować, czy to żeby w końcu wygrał, czy żeby w końcu przestał być hazardzistą. Oczywiście można tu mówić o antybohaterze, jednak film fabularnie stara się nas skłonić do wspierania bohatera. Ciężko też kibicować Blithe, która jest tak nijaką postacią, jak tylko się da, i nawet dobra rola Tildy Swinton tego nie ratuje. Na koniec Dao Ming, która ma najbardziej trywialną przemianę z kredytodawczyni rujnującej życia uzależnionym od hazardu do roli niemal matczynej.

Sam film prezentuje się bardzo efektownie, Makau to miasto dziesiątek wieżowców, tysięcy neonów, ogromnego bogactwa i luksusów. W skrócie robi wrażenie, a kamera potrafi to świetnie ukazać. Momentami przypomina styl N.W. Refna z ilością neonów i kałuż, w których odbija się światło z nich. Widać tu też przepych, jeżeli chodzi o lokacje – kasyna i hotele robią ogromne wrażenie rozmachem, ale i dbałością o każdy detal. Tak samo jest w warstwie dźwiękowej: od napinającej się skóry rękawiczki, gdy bohater sprawdza karty, po dźwięki tła – wszystko jest lekko przerysowane, ale spójne, intensywne i przede wszystkim przyjemne w odbiorze.

„Ballada o drobnym karciarzu” to film, który składa się z wielu dobrych elementów, szczególnie rola Colina Farrella, jak i warstwa wizualna robią wrażenie. Niestety mimo ciekawych założeń nie udaje się tu zbudować postaci, które będą wzbudzały zainteresowanie, acz finalnie historię można śledzić z przyjemnością.

One thought on “Ballada o drobnym karciarzu – Recenzja”
  1. Dobrze się to czyta – lekko, a jednak treściwie.Nieczęsto zdarza mi się wrócić do początku tekstu po przeczytaniu całości – tu wróciłem. Ciekawie udało się zachować ten balans między osobistym tonem a konkretem. Lubię, gdy autor pisze tak, jakby mówił do jednej konkretnej osoby.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *