Czy oglądanie izraelskiego kina może być moralne? Tak, jeżeli jego twórcą jest Nadav Lapid, największy krytyk swojego kraju.
Film zaczyna się od bardzo intensywnej sceny tańca, gdzie w centrum jest para. Po chwili widzimy, że cała sala tańczy, a oni wmieszają się w tłum. Taniec trwa, choć dzieją się też inne dziwne rzeczy, a mężczyzna finalnie ląduje w basenie, z którego nie wypływa. Ratuje go jego partnerka i skutecznie wykonuje na nim sztuczne oddychanie, a film sugeruje, że był to element przedstawienia. Mocne, prawda? Po chwili mamy scenę pojedynku tanecznego pary w takt zachodniej muzyki z grupką ludzi tańczących w rytm tradycyjnej muzyki. Cała noc kończy się w domu starszej pani, gdzie para świadczy usługi towarzyskie.
Wspomniana para, Y i Yasmina, to odpowiednio muzyk/komik i tancerka, którzy przenikają na imprezy dla bogaczy, żeby znajdować osoby gotowe zapłacić za ich towarzystwo. Mieszkają w Tel Awiwie, mają dziecko i wiodą spokojne życie, jednak oboje marzą o ogromnym bogactwie i życiu w luksusie. Widzimy ich rutynę, małe przyjemności dnia codziennego, treningi, aż rutynę łamie poznanie bardzo wpływowej osoby na imprezie na jachcie, która zleca Y napisanie nowego hymnu. Wyjeżdża on z miasta na tereny graniczące ze Strefą Gazy i zaczyna szukać tam inspiracji.
Oboje żyją w tak zwanej świadomej ignorancji, wybrali, że wierzą w propagandę Izraela i są tego świadomi. Jednak wraz z trwaniem filmu dochodzą do nich wiadomości o ludobójstwie w Strefie Gazy, no ale przecież armia wie, co robi. Gdy jednak zaczynają poznawać coraz bardziej wpływowe osoby, ich wiara zaczyna pękać, a finalnie okres, gdy Y jest blisko Strefy Gazy i komponuje piosenkę, każe mu bardzo mocno w to wątpić. Z drugiej strony jest spokój i bezpieczeństwo naiwności, którą daje wiara w propagandę, ale też perspektywa zarobku od izraelskich bogaczy. Jest to ciekawa moralna zagwozdka nad życiem w świadomości tego, co wokół nas, nad świadomością naszych wyborów. Film porusza temat konformizmu, ale i samej świadomości jego istnienia.
Tak jak warstwa moralna jest bardzo ciekawa, szczególnie że jest tu dużo więcej wątków, jak choćby relacja małżeństwa w kontekście obranej ścieżki życia, tak na pierwszy rzut oka zachwyca warstwa formalna tego filmu. Już pierwsze sceny to czyste szaleństwo: musical połączony z montażem pod muzykę, szalona praca kamery. I film do połowy nie zwalnia tempa, co chwilę stosując nietypowe zabiegi formalne, nawet w tak prozaicznych scenach jak codzienna rozmowa małżonków. Dużo tutaj musicalu, jednak szczerze mówiąc tak zmontowanego, z taką pracą kamery, nigdy nie widziałem. Potem film dużo bawi się sztuczkami wizualnymi, czasem sam wykorzystując tandetne efekty specjalne, a czasem wysmakowane sekwencje. Jest to pod tym kątem tak niebywale świeże, że może trochę na wyrost, ale przyrównałbym ten film do tego, czym był początek francuskiej Nowej Fali dla ówczesnego kina.
Wielogatunkowość filmu jest tutaj wprost niesamowita. Mimo że podejmuje on tematy dramatyczne i często przypomina musical, nie zabrakło tutaj miejsca dla komedii, której najbliżej do komedii absurdu. Dużo tutaj satyry, czy to z izraelskiego rządu i społeczeństwa, czy to w karykaturalnych postaciach, ale też w samym montażu i obrazie mamy wiele wspaniałych żartów. Choćby absurd w postaci Y biorącego kaczkę na imprezę bogaczy, jak i całe to wydarzenie. Czasem absurd gra na granicy dobrego smaku, lecz przynajmniej dla mnie tej granicy nie przekracza.
Nadav Lapid udowadnia tym filmem, że jest jednym z najciekawszych twórców światowego kina obecnie. To, jak bawi się formą w tym filmie, jest niezwykłe, ale przy tym nie odciąga go to od poruszania ważnych tematów. W tak ciężkich czasach niezwykle celnie krytykuje rząd swojego kraju, a także konformizm niektórych obywateli, i nie raz zadaje widzowi ciężkie pytanie na temat moralności.
8/10

