Noah Baumbach po sukcesie „Historii małżeńskiej” wypuszcza kolejne dzieło prosto na Netflixa, które jest kolejnym mocnym punktem końcówki roku.

Pomiędzy tymi filmami był oczywiście „Biały szum”, który został średnio odebrany, lub wprost mówiąc słabo jak na reżysera. Oraz „Barbie” jego partnerki, przy którym pomagał. Natomiast jego najnowsze dzieło, jak wiele produkcji netflixowych, miało premierę na festiwalu w Wenecji, gdzie zebrało raczej umiarkowanie pozytywne recenzje. Film opowiada historię tytułowego Jaya, w tej roli George Clooney. Jest aktorem, bardziej już u schyłku kariery, bardzo rozpoznawalnym, w dniu zakończenia zdjęć do jednej z produkcji. Wykorzystuje przerwę między tą a kolejną produkcją na spędzenie czasu z córką, która od tego ucieka, a dokładniej do Paryża i Toskanii.

Jay w Toskanii ma mieć benefis, jednak nie chce tego przyjąć, aż do pewnego wieczoru. Podczas którego wpada na starego znajomego i idzie z nim do baru… jak przeciętny człowiek, nie gwiazda filmowa. Tak zostaje skonfrontowany z faktem, że z perspektywy owego znajomego, za czasów szkoły aktorskiej, Jay ukradł mu rolę, co zniszczyło jego karierę. Panowie dają sobie po twarzy, a następnego dnia Jay zamierza jechać za swoją córką do Paryża, a potem do Toskanii, przyjmując zaproszenie na benefis. Podczas swojej podróży zaczyna rozmyślać nad swoją przeszłością.

Co też brzmi bardzo kliszowo, artysta w późnym etapie kariery zaczyna rozmyślać nad życiem. Tutaj idzie to wielowątkowo, punktem zwrotnym jest wspomniana kradzież roli, co wywołuje w Jayu syndrom oszusta. Z drugiej strony mamy mocno nakreślone relacje z jego córkami, które na różne sposoby odkrywają jego brak, gdy były małe i go potrzebowały jako ojca, a nie jako gwiazdy filmowej. Do tego dostajemy wątek z menadżerem, który jest wiecznie na jego skinienie palca, o tym, czym jest przyjaźń, a czym relacja biznesowa. A w tle jest wiele więcej i osobiście uważam to za duży przesyt. Tak jak oczywiste motywy, na których opiera się film, mogłyby być przedstawione ciekawie, tak ich nawarstwienie sprawia, że każdy z nich jest ukazany płytko.

Brzmi to jak bardzo nietrafiony film, jednak to jest dalej produkcja Baumbacha, który nawet o największym banale potrafi napisać bardzo dobry dialog. Nawet te najprostsze wymiany zdań mogą być świetne, a niektóre sceny to perełki, tak jak ta, gdzie Jay wchodzi do pociągu i wywołuje poruszenie wśród obecnych tam ludzi. Natomiast postać Jaya po prostu dobrze ogląda się na ekranie, co jest wielką zasługą George’a Clooneya. Bijąca od niego aura przyciąga widza i nie sposób koło niego przejść obojętnie. To bardzo lekko zagrana rola, jakby od niechcenia, a przy tym zapadająca w pamięć. Warto też zaznaczyć dobrą rolę Adama Sandlera jako menadżera głównego bohatera. Będącego w gruncie rzeczy najbardziej dramatyczną postacią w filmie, a przy tym tym everymanem, w którego widzowi najłatwiej jest się wcielić.

Tym, czym film mocno stoi, jest także warstwa wizualna. Od pięknych scenerii Toskanii, przez pociąg, którym tam jadą, wszystko wygląda niezwykle… filmowo. Obrazki przedstawione w filmie są niezwykle plastyczne i przemyślane. Szczególnie ujął mnie pociąg, który wyglądał aż zbyt dobrze, a chaos w nim był aż nadto przemyślany, ale jest w tym coś przyciągającego wzrok.

I to pasuje do całościowego odbioru filmu. Jest coś przyciągającego w tym Clooneyu jako podstarzałym aktorze przeżywającym swoje rozterki moralne, jakkolwiek one nie byłyby płytkie. To jednak jest dalej film Baumbacha, który potrafi nam zaserwować świetny dialog, scenę-perełkę czy mistrzowski kadr.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *