Mający premierę na festiwalu w Valladolid pełnometrażowy debiut węgierskiego reżysera Bálinta Dániela Sósa trafia do polskich kin.
Film został u nas bardzo dobrze przyjęty na festiwalu Nowe Horyzonty, do tego stopnia, że Stowarzyszenie zajęło się jego dystrybucją. Opowiada historię dwóch rodzin, które mają się połączyć w jedną. Samotny ojciec z dwójką synów i kobieta z córką. Widzimy akcję z perspektywy ojca, Sandora, i młodszego syna, Denese’a, ten jako jedyny z tego towarzystwa nie jest pozytywnie nastawiony do sytuacji. Wielokrotnie wspomina, że tęskni za mamą i nie może zaadaptować się do nowej rodziny, przez którą jest trochę wyśmiewany, a trochę odrzucany, aż wydarza się sytuacja krytyczna. Podczas imprezy Denese popycha swoją przyszłą siostrę przyrodnią, a ta wpada do pustego basenu, uderzając o niego tyłem głowy.
Widzi to Sandor, jednak szybko podejmuje decyzję, że będzie kłamał co do wydarzenia, oraz mówi to synowi, który chce uciec z miejsca zdarzenia. Karetka zabiera dziewczynkę, która potem zapada w śpiączkę, a wśród postronnych zaczyna się szukanie winnych. Sandor im oraz później policji opowiada, że dziewczynka sama wpadła do basenu. Mimo to rówieśnicy Denese’a zaczynają nazywać go mordercą, a prokurator zaczyna wywierać presję na chłopca, która skutkuje kolejnymi aktami przemocy z jego strony.
Co staje się schematem na resztę filmu. Ojciec ukrywający zachowanie syna, który coraz bardziej zaczyna odpływać w brutalność i łamać się, sam już nie wiedząc, co ma robić. Tutaj przychodzi tytułowe „wszystko w porządku”, to ojciec i syn udają, jednak presja społeczna, jak i rodzinna, która na nich ciąży, sprawia, że wcale tak nie jest.
Jest to też bardzo ciekawe pod kątem moralnym, chronienie dziecka przed poprawczakiem, które niechcący zrobiło krzywdę drugiemu, ale czy na pewno niechcący? Czy to tylko przykład jego problemów z agresją, których potem będzie więcej? A może to naprawdę był wypadek, a dalsze zachowanie jest skutkiem presji na nim ciążącej. Film zadaje wiele takich pytań i nie stawia na nie odpowiedzi, tylko daje nam zastanowić się samemu. Nadbudowuje to kontekst tej właśnie nowo budującej się rodziny. Bo Sandor o sytuacji nie zwierza się partnerce, tylko na początku ich relacji ją okłamuje, stawiając dobro swojego syna przed nią.
Jest to więc dramat rodzinny, który porusza ciężkie tematy, a jednak forma prowadzenia opowieści, która zahacza trochę o thriller, sprawia, że ogląda się to niezwykle sprawnie. Sam fakt, że film trwa osiemdziesiąt pięć minut, sprawia, że ma bardzo dobre tempo i między punktami kulminacyjnymi jest mało miejsca na oddech. Co też potęguje uczucie przytłoczenia, które spoczywa na bohaterach.
A jeszcze kolejną warstwę nakłada to, jak wygląda sam film. Czarno-biały, z lekkim rozmyciem nadającym ciekawy efekt, a na dodatek dużo kadrów jest tu w pomieszczeniach, na zbliżeniach, budując uczucie klaustrofobii. W temacie budowania, wiele budynków to czysty brutalizm w formie, co jeszcze dobitniej wzmacnia uczucie niepokoju zestawieniem ich monumentalizmu z ludźmi. I jako deser świetny montaż, wpasowujący się w szybkie tempo, czasem urywający sceny, ale robiący to niezwykle przemyślanie dla zbudowania klimatu i tempa scen.
„Wszystko w porządku” to bardzo udane dzieło, czerpiące dużo z klasycznych europejskich dramatów, ale z nowoczesnym sznytem. Dużo tutaj pola do analizy i przemyśleń moralnych, a przy tym film ma przyjemne tempo i thrillerowe zaciągi, które sprawiają, że film ogląda się tak dobrze.
8/10

