Po wielu ciekawych krótkich formach debiut pełnometrażowy Emi Buchwald był bez wątpienia jednym z najbardziej wyczekiwanych Polskich filmów tego roku.


Film podzielony jest na rozdziały, a już na początku poznajemy czwórkę głównych bohaterów filmu. To rodzeństwo młodych dorosłych, a poznajemy ich w scenie, gdzie trójka z nich śledzi swojego brata, gdy ten ma dokonać transakcji sprzedaży narkotyków. On zauważa ich i zaczyna uciekać, podczas pogoni za nim pozostała trójka rozdziela się co finalnie, prowadzi do konfliktu między nimi. Ciężko tak naprawdę z tego punktu opowiedzieć historie tego filmu, każdy z rozdziałów to zbiór scenek, które utrzymują ciągłość chronologiczną, jednak ciężko tutaj mówić o jednej spójnej fabule. Mamy kilka mniejszych historii, które się przenikają.


Centralnym punktem wydaje się być owe mieszkanie na dobrej, z którego Franek, czyli chłopak, którego śledzona na początku wyrzuca swojego brata Benka po tej sytuacji i wprowadza się tam ze swoją dziwną partnerką. Którą reszta rodzeństwa nienawidzi i uważa, że rujnuje życia Franka, tymczasem Benek przenosi się do swojej siostry, Nastki, która z niechęcią go przyjmuje. Choć niechęć ta wywołana jest siostrzaną troską, także o Franka, który jest jej bliźniakiem. To ona zaczyna próbować scalić rodzinę i przywrócić im normalne relacje, acz im bardziej to robi, tym gorzej to wychodzi.


Czwórka rodzeństwa, na których opiera się ten film to bardzo ciekawy zbiór archetypów, z którymi można się utożsamić, ale też niezwykle ludzkie postacie. Od bojącego się konfrontacji Benka, który jakby wegetował w życiu, szukając kolejnej wymówki, żeby nie pójść do psychologa po swoich atakach paniki. Do najstarszej siostry Jany, która wydaje się tą najtwardziej stąpającą po ziemi z najbardziej ułożonym życiem, które jednak potrafi runąć w sekundę, kiedy coś pójdzie nie po jej myśli. Pośrodku Nastka, której najbardziej zależy na jedności rodziny, którą stawia nawet ponad swoje szczęście, co ją zaczyna trapić. I Franka, który najchętniej uciekłby od tego wszystkiego, acz coś sprawia, że jest tym wolnym elektronem, który zawsze do tej rodziny wraca.


Siłą tego filmu jest, jak prawdziwie ukazane są tutaj relacje, dialogi, sceny z życia, które oczywiście są na tyle ciekawe i intensywne, żeby przyciągnąć widza. Jednak na koniec dnia bije z nich niesamowita szczerość. Film świetnie pokazuje, jak ludzie się krzywdzą, mając dobre zamiary, jak ich czyny są źle odbierane, a niezrozumienie i brak wiedzy co robić w życiu to podstawowe ludzkie odczucia. Złośliwie można powiedzieć, że jedyne co wychodzi bohaterom filmu to uciec, żeby przenocować się u kogoś na kanapie. Finalnie co jest kolejną siłą tego filmu ma on dużo empatii dla tych zagubionych bohaterów. Nie sposób mi tu przyrównać to do twórczości Joachima Triera, który ukazując bohaterów, nie ocenia ich decyzji i czynów, a daje czas na popełnianie błędów, które są czymś najbardziej ludzkim.


Oczywiście nie działałoby to, gdyby nie bardzo dobra młoda obsada, wyciągając z czwórki rodzeństwa Franka to cała trójka jest bardzo dobra w swoich rolach. Niezwykle naturalistycznych, bez popisówek, choć z intensywnymi scenami, które zostają w pamięci. Tymoteusz Rożenek, czyli raper Szczyl to odważna decyzja castingowa, acz uważam, że niezwykle dobrze pasuje do tej roli.


I na sam koniec ostatnim bohaterem jest miejsce, w którym się znajdujemy, Warszawa. Z jednej strony z miejscami, które nie kojarzą się ze stolicą, starymi blokowiskami, ale z wieżowcami w tle, które o niej przypominają. To szczery obraz, który zaprowadza nas do hipsterskich knajpek, ale i na rozkopaną ulicę przy nowo powstającym osiedlu. Znowu porównam do Triera, acz tak jak Oslo, tak Warszawa zdaje się idealnym tłem dla zagubionych młodych dorosłych, którzy szukają swojej ścieżki w życiu.


I jeszcze mógłbym opisać, jak formalnie to odważny i prawdziwy film, choć chyba odpuszczę sobie kolejne porównania do Norwega, choć i młodego Godarda można tu znaleźć i wielu wielkich kina. I jest to wielki debiut Emi Buchwald, mimo że film jest skromny, to zdecydowanie jest to jeden z najważniejszych obrazów w polskim kinie ostatnich lat. Szczery obraz zagubionych dorosłych, wybaczcie za ostatnie porównanie, najlepszy od „Chleba i soli” Damiana Kocura.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *