Koreańskie kino to w ostatnich latach istna sinusoida, acz trzeba przyznać, że najnowszy film Park Chan-wooka był jedną z najbardziej wyczekiwanych premier sezonu nagród.
Mimo że został pominięty przez Oscary, a na Złotych Globach nic nie wygrał mimo trzech nominacji. To oczekiwanie po dobrym odbiorze na festiwalu w Wenecji było, choć warto dodać, że tam też nic nie wygrał. Można powiedzieć wiec, że ten pechowy film zaczyna się od szczęśliwej rodziny, która wjedzie dość spokojne życie. Głową rodziny jest Man-soo Yoo, mężczyzna pracuje na dobrym stanowisku w firmie papierniczej, ma żonę, dwójkę dzieci, duży dom. Wszystko zmienia się pewnego dnia, gdy zostaje zwolniony z pracy po 25 latach w jednej firmie.
Mężczyzna nie widzi siebie w innej branży, w której w tym momencie nie ma za dużo ofert, wiec zaczyna popadać w paranoje. Tymczasem jego rodzina stopniowo zmniejsza standard życia od rezygnacji z zajęć dodatkowych dla dzieci po widmo przeprowadzki. Jego paranoja doprowadza go do irracjonalnych pomysłów i co ciekawe na swojej drodze znajduje podobnych sobie, zakochanych w branży papierniczej niewidzących siebie poza nią.
I tu nie chce zdradzać za dużo z opowieści, bo odkrywanie jej samemu sprawia dużo satysfakcji, przy tym nie raz nas zaskoczy. Bardzo mieszając style i gatunki, czasem skupiając się bardziej na akcji, a czasem dając chwile oddechu. Sama opowieść utrzymana jest w bardzo thrillerowym stylu, ciągłego napięcia, mimo że tematycznie jesteśmy gdzieś między dramatem społecznym, a rodzinnym. Daje to świetne połączenie kina przystępnego, z czytelną i ciekawie prowadzoną akcją, ale też dużą głębią psychologiczną.
Film przez swoje prawie dwie i pół godziny trwania eksploruje wiele ciekawych tematów. Wychodząc od tych społecznych w Korei, stosunku do pracy, hierarchii, przez wpływa zwolnienia na rodzinę, kończąc na niemal filozoficznych rozmyślaniach nad sensem pracy i tym jak ona nas kształtuje. I z jednej strony to bardzo mocno jest oparte o Koreańskie wartości i podejście do pracy. Ta zdaje się centrum życia bohaterów i pokazanie jak jej brak wpływa na życie nie tylko pod kątem materialnym, ale psychicznym. Potrzeby przynależności, czy to do firmy, czy branży, ale i pozycji społecznej. Z drugiej strony uważam, że nie tylko jest to czytelne dla zachodniego widza, a nawet łatwe do przełożenia na inne sytuacje życiowe. Ciekawie wygląda też wątek rodzinny i to nie tylko ukazany na przykładzie rodzinny głównego bohatera, jak ludzie odmiennie podchodzą do takich sytuacji. Film świetnie miesza te wątki, a zarazem ich nie spłyca.
Nawet gdy idzie w absurd i komedię, bo film potrafi być nie raz po prostu zabawny, a innym razem zaskoczyć absurdem. Często w nielogicznym działaniu bohaterów, które finalnie jest niezwykle spójne w całości. Świetnie to kontruje poważniejsze tony, ale też jest rozrywkowe samo w sobie i najbliżej temu do tonów także Koreańskiego filmu „Parasite”, a może nawet bardziej eksploruje te rejony.
Warto też zwrócić uwagę na warstwę wizualną tego filmu, niezwykle świadomie oddającą sytuacje. Zaczynamy w pełnym słońcu z niemal nierealistycznie prześwietlonymi postaciami, a potem schodzimy w mrok, jednak spokojnie nie raz z niego wyjdziemy, a kadry nie raz nas zachwycą. Czy to teremy podmiejskie, lasy, czy miasto film po prostu robi wrażenie od strony wizualnej. I tak jak uważam, że obsada tego filmu z gwiazdorem „Squid Games” na czele raczej nie zostaje w naszej pamięci po seansie, tak kadry już, tak.
„Bez wyjścia” to film niezwykły, thriller o sercu dramatu społeczno-rodzinnego, który bywa komedią absurdów. I jakkolwiek właśnie absurdalnie to nie brzmi to działa i dostarcza nam wielu tematów do przemyśleń.
7+/10

