Sezon Oscarowy już za nami, ale cały czas dostajemy pojedyncze tytuły promowane udziałem w konkursie, tym razem Francuski kandydat do miana najlepszej animacji.
Głównym bohater filmu jest tytułowy Arco, chłopak żyje w odległej przyszłości, której wizja jest bardzo ciekawa, ale o tym później. Ważne jest to, że w jego świecie odkryto podróże w czasie, dzięki specjalnym peleryną i kryształom, które odbijają słońce, dzięki czemu tworzą trwałą tenczę przenoszącą w czasie. Problem jest jedne, chłopiec ma lat dziesięć, a podróżować można od dwunastego roku życia, co go bardzo frustruje. Pewnej nocy zabiera pelerynę i kryształ starszej siostry i leci zobaczyć dinozaury, jednak cofa się w czasie „tylko” 850 lat do roku 2075.
Tam pozna rówieśniczkę Iris, jednak zanim to poznajemy jej świat, już nie tak przyjazny, jak przyszłość. Dziewczynka mieszka w domu z braciszkiem – niemowlakiem oraz robotem. Jej rodzice pracują w mieście i tylko na weekendy są w domu, a w tygodniu „spędzają” z nią czas jako hologramy. Dziewczyna chodzi do szkoły z przyjacielem i chce odmienić rutynę, którą ma w życiu. Tym właśnie jest pojawienie się Arco, który spada z nieba.
Szukają go też trójka mężczyzn o ewidentnie niecnych zamiarach. Dziewczyna, gdy wpada na nich, kłamie, że chłopiec pobiegł w drugą stronę, a ona zabiera go nieprzytomnego do domu, gdzie robot udziela mu pomocy. Chłopiec po obudzeniu się chce uciekać do domu, jednak gdy dowiaduje się, że zgubił kryształ, a Iris może widzieć, gdzie zaczyna współpracować.
Jest to dość prosta historia, najpierw poznajemy dwójkę bohaterów, ich przeciwników, a potem widzimy, jak zaczynają współpracować ku wspólnemu celowi. Banalne? Ale bardzo skutecznie poprowadzone. Jako widz cały czas widzimy cele bohaterów, a historia mimo prostoty ma zwroty akcji, które potrafią zaskoczyć, a na dodatek nie idzie w Hollywodzkie klisze. Co ważne budowane jest to na ciekawych postaciach i wizji świata, dzięki temu to po prostu działa. I zostawia wiele pola do rozmyślań, czy to nad relacjami międzyludzkimi, czy stanem naszej planety.
Arco i Iris to z pozoru archetypy. Wycofany chłopak, trzymany pod kloszem przez rodziców, który się temu buntuje. I ekstrawertyczna dziewczyna, która nudzi się w swoim życiu i potrzebuje zmiany. Zetknięcie tych charakterów jest bardzo ciekawe, a robi się jeszcze lepiej, gdy dodamy drugi plan. Niejednoznaczny robot pomocnik z domu Iris, czy wspominana trójka. Która jest trochę grupą nieudaczników, którzy nie potrafią złapać dzieciaków, ale kryją w sobie dużą głębię. Jednak równie istotnym bohaterem wydaje się sam świat przedstawiony.
I o wizji świata, tak bardziej poznajemy ten z 2075 roku, który początkowo wydaje się ciekawym miejscem, ludzie żyją w domach pod kopułami, a na zewnątrz szaleje burza z wichurą. Jednak po wgłębieniu się ukazuje panującą samotność wśród ludzi, którzy dosłownie odcinają się od siebie i świata zewnętrznego, który niemal płonie na ich oczach. Natomiast przyszłość 850 lat do sprzed wygląda dużo lepiej, jakby ziemia przeszła najgorszy kataklizm i odbudowała się na wielkich słupach, które stanowią małe społeczności. Ludzie nie polegają już na robotach, a na własnych umiejętnościach, wspieranych przez ciekawą wizję technologii.
Warto też dodać, że film ma bardzo przemyślaną warstwę wizualną, widać wiele nawiązań w niej czy to do Ghibli, a może nawet wczesnych dzieł Miyazakiego przed studiem. A i widać inspiracje starym Disneyem. Finalnie wygląda to bardzo dobrze, a pojedyncze sceny potrafią zachwycać.
„Arco” to animacja świetna w swojej prostocie, to wizualnie piękna rzecz, która niesie ze sobą dużo mądrości. Wydaje się czerpać od największych, acz stać na własnych nogach, a co najważniejsze ciekawie budować świat przedstawiony.
7+/10

