Jesse Eisenberg przyjechał sobie do Polski i zrobił film.
O „Prawdziwym Bólu” było głośno u nas od dawna. Pogłoski o tym, że gwiazda Hollywood będzie kręciła film u nas, pojawiły się wcześnie, a nasilił je proces zdjęciowy filmu, podczas którego dużo zdjęć i informacji wypływało w polskim internecie. Nic dziwnego, aktor jest znany szerszej publiczności z kilku dobrych ról, więc jego drugi film w roli reżysera, i do tego zrealizowany niemal w całości w Polsce, to coś wartego uwagi. Mimo że sam nie daję się złapać na taki patriotyczny hype, to po dobrych pierwszych recenzjach byłem zaciekawiony tym filmem, który opowiada historię dwóch młodych dorosłych, którzy jadą do Polski, żeby dowiedzieć się o historii ich babci, która niedługo wcześniej zmarła.
Tak, babcia była z pochodzenia żydówką, która przeżyła obóz koncentracyjny, to w te okolice udają się panowie. Jednak zaczynamy w Warszawie, gdzie dołączają do zorganizowanej wycieczki śladami żydów w Polsce, która to wycieczka przy okazji też dużo mówi o naszym kraju. Więc mamy wspomnianą Warszawę, Lublin i Majdanek. Jednak nie same miejsca są najważniejsze, a ludzie odbywający tę podróż. Duet David i Benji, grany przez reżysera oraz Kierana Culkina, jest zbudowany na mocnej kontrze. Posiadający dobrą pracę i rodzinę David, który zawsze stara się nie stwarzać problemu, oraz emocjonalny Benji, który podejmuje nieracjonalne decyzje i mieszka w piwnicy u matki, choć momentami film sugeruje, że na lotnisku.
Jakkolwiek to połączenie nie jest ograne w kinie, to tutaj trzeba przyznać, że działa świetnie. Od startu widać, że styl grania obu aktorów bardzo pasuje do ról, a między nimi jest prawdziwa chemia. Sama relacja rozgrywana jest bardzo subtelnie. Widać, jak niegdyś dwójka bardzo bliskich sobie kuzynów, wraz z wejściem w dorosłość, rozeszła się w różne strony, a ten wyjazd jest ich szansą na zbliżenie. Przy tym widzimy, że nie jest to takie proste. I samo spędzenie czasu ze sobą nie wystarczy, żeby zatrzeć różnice, które ich dzielą. Bardzo mocno uwypukla się jednak w kontrze to, że obaj potrzebują siebie nawzajem, a dynamika tego, kto dla kogo jest wsparciem, w bardzo nieoczywisty sposób się zmienia.
Poza naszą dwójką mamy wycieczkę z przewodnikiem, która też ma pomniejsze wątki. Jest to ciekawe tło, chociaż nigdy nie wychodzi poza to, stając się czasem obiektem żartów. Właśnie, film brzmi w dużej mierze jak dramat, jednak przeplatany jest przez elementy komediowe, które są kreatywne w swojej prostocie i po prostu zabawne. Cały segment jazdy pociągiem bez biletu jest uroczo zabawny, a czasem komedią jest to, jak Amerykanie są odklejeni od rzeczywistości, znajdując się w Polsce.
Dobrze, nie jest to aż tak skrajne i wprost, może też dzięki temu jest to zabawne. Jednak Polska w tym filmie jest przedstawiona w bardzo pozytywnym świetle i momentami film wygląda jak pocztówka promująca nasz kraj. Szczególnie Lublin wygląda „jak z obrazka”, Warszawa ma trochę bardziej zróżnicowane oblicza, jednak całościowo Polska wygląda jak spokojny i bardzo ładny kraj, gdzie ludzie nie mówią po angielsku. Co raczej nie jest już prawdą, i trzeba przyznać, że jest kilka mniejszych niedociągnięć: wygląd pociągu z zewnątrz i wewnątrz się nie zgadza, a taxi ma zbyt długie numery rejestracyjne. Jednak to detale, a dzięki takiemu ukazaniu miejsca akcji zyskuje tylko warstwa wizualna filmu, która jest niezwykle estetyczna.
„Prawdziwy Ból” to urocze kino drogi przez pocztówkowo ukazaną Polskę, w którym dwójka Amerykanów żydowskiego pochodzenia podąża śladami swoich przodków, żeby znaleźć dawną nić porozumienia między sobą. Pokazując tę relację w bardzo szczery sposób, nie stroniąc od emocji i trudnych rozmów.
7/10

