Po sukcesie kasowym i dobrym odbiorze krytycznym „28 lat później” z zeszłego roku dowiedzieliśmy się, że to był zaledwie początek trylogii, której drugą część dostaliśmy teraz.

Dostaliśmy też dużą zmianę, a dokładniej reżysera. Twórcę „28 dni później” oraz pierwszej części „28 lat później”, Danny’ego Boyle’a, zastąpiła Nia DaCosta. Natomiast za scenariusz bez zmian odpowiedzialny jest Alex Garland. Co daje nam spójność fabuły, która zaczyna się tuż po zakończeniu poprzedniej części. Spike, czyli młody chłopak z poprzedniej części, ma rodzaj inicjacji w drużynie, na którą trafił, a dokładniej pojedynkuje się na noże z niemal dwa razy większym chłopakiem. Tamten drwi z niego, można powiedzieć bawi się z nim i lekceważy, aż Spike ściąga mu spodnie i wbija nóż w udo, a dokładniej w tętnicę udową. Zgodnie z zasadami chłopak umiera i nie dostaje pomocy od reszty, a Spike zajmuje jego miejsce.

Z drugiej strony mamy historię poznanego w poprzedniej części dr. Iana. Prowadzi on eksperyment na jednym z alfa zarażonych, w skrócie podając mu morfinę oraz duże ilości środków psychotropowych. I faktycznie powoli zaczyna to przynosić efekty. Tymczasem banda, do której dołączył Spike, wyrusza w podróż, po drodze zabijając i torturując niewinnych. W jej czasie część z dzieciaków umiera, a lider grupy jakby zaczyna tracić posłuch. Natomiast sam Spike jest przerażony, że grupa, która – jak uważał – ma chronić ludzi, częściej składa ich w ofiarach.

Historie się przeplatają i jak można się domyśleć, w trakcie się połączą, choć w dość nieoczywisty sposób. Ten film zdecydowanie skupia się na najbardziej esencjonalnych elementach historii, która wydaje się być niemal banalnie prosta. W jednym wątku dostajemy kino drogi, podczas którego bohaterowie, czyli członkowie bandy ze Spikiem na czele, zyskują samoświadomość. Przestają powoli być jej członkami, a stają się jednostkami, co przypomina choćby odchodzenie z sekty od charyzmatycznego lidera. W drugim wątku eksperymenty dr. Iana także prowadzą do tego, że zarażony zaczyna zyskiwać świadomość. Można tu powiedzieć o swoistej odwrotności tych historii: w jednej to dobroć sprawia, że bohater zbliża się do przejrzenia na oczy, w drugiej zło czyni to samo.

Tak jak poprzednia część, ta również skłania nas do wielu humanistycznych przemyśleń. Czym jest człowieczeństwo? Czy człowiekiem jest pozorny potwór, który po poddaniu terapii zaczyna mieć ludzkie odruchy, czy człowiek, który zachowuje się jak potwór i zabija bezbronnych? Ważnym tematem filmu jest samo przetrwanie, jego sens, znaczenie, a w zasadzie: jaki jest cel przetrwania, gdy cały świat płonie. Film, skupiając się na tych esencjonalnych pytaniach i prostocie historii, potrafi wycisnąć z tego dużo i pomimo horrorowo-krwawej otoczki dać dużo do myślenia widzowi.

Choć ciężko mówić, że otoczką jest tutaj ten krwawy horror. Bardziej powiedziałbym, że mamy miks kina akcji z thrillerem i elementami horroru i tak można się s*raczyć, a brutalność jest na dużym poziomie. I to do tego bardzo dosłownie zobrazowana: ucinanie kończyn, zdejmowanie skóry na żywca i tak dalej. Sam przyznam, że jestem w stanie dużo znieść, a nie raz mnie obrzydzały fragmenty. Choć też pasuje to do wizji świata, tak jak akcja, której nie ma może bardzo dużo, ale jak już mamy sceny walki, to są one bardzo dobrze zrealizowane. Potrafią też wyglądać dobrze w kadrze. Choć film jest mniej radykalny formalnie niż poprzednia część, to ma swój charakterystyczny sznyt.

Warto także dodać, że Ralph Fiennes po raz kolejny kradnie show, tworząc postać jednocześnie mniej i bardziej ekscentryczną. Trochę dlatego, że już go znamy i wiemy, kolokwialnie mówiąc, o co z nim chodzi, ale też potrafi zaskoczyć – patrz genialna sekwencja z muzyką (oglądając film będziecie wiedzieli, która).

Czy zmiana osoby na stołku reżyserskim dała pozytywny efekt? Chyba tak. Swoiste uproszczenie i skupienie się na najważniejszych kwestiach sprawiło, że film wypada lepiej. Wraca w naturze do tego, czym było „28 dni później”: humanistycznej opowieści o ludziach i ich walce o przetrwanie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *