David Ayer, reżyser kilku głośnych filmów z ostatnich lat jak „Legion samobójców’”, czy „Zawodowca” wraca do poważniejszych tematów.
W filmie obserwujemy losy Jamesa i jego psa. Dwójka leci małym samolotem w dzicz, gdzie spędza noc. Natura, spokój na odludziu, jednak w nocy pies głównego bohatera zaczyna się dziwnie zachowywać, a James uspokajając go sugeruje, że przeszli oni razem piekło. Następnego dnia wychodzą, jak to James mówi „porozrabiać”, czyli jak się wydaje polowanie. Tam wpadają na mężczyznę, który przemierza okolicę w kajaku. Opowiada mu, że w tej okolicy nigdy nikogo widział oraz że rozbił obóz koło niego. Początkowo niechętny James zaczyna się otwierać przez mężczyzną, zaczyna opowiadać, swoją historię i swojego przyjaciela. Otóż jest emerytowanym wojskowym, który jako jedyny z oddziału przeżył misję, gdzie zginęli wszyscy jego towarzysze… poza psem, z którym razem po tej sytuacji „odeszli do cywila”.
Nazajutrz mężczyzny nie ma, a nasz dwójka decyduje się odlecieć przed burzą, ta jednak dopada ich w trakcie lotu, a James traci panowanie nad samolotem i rozbija się o taflę wody. Cudem ratuje się z samolotu, który już zdążył opaść na dno jeziora i wyrusza w poszukiwania psa, który wpadł z samolotu tuż przed uderzeniem. Ten ledwo to przeżył i James zaczyna się nim opiekować, jednocześnie wiedząc, że muszą ruszać w drogę. Do przejścia mają dystans około 50 mil, co nie wydaje się dużo, ale teren jest pełen niebezpieczeństw, a sami odczuwają skutki wypadku.
Jak widać, jest to połączenie kina drogi, oraz przetrwania. Cały film tak naprawdę opiera się na dwóch postaciach, z czego tylko jedna to człowiek. Oczywiście był wcześniej spotkany mężczyzna, jednak był tylko sprytnym zabiegiem narracyjnym, żeby przybliżyć przeszłość Jamesa w miarę naturalny sposób. Większość filmu to dwójka i ich walka o przetrwanie.
Jest to sercem tego filmu i główną osią fabuły, opartą o przyjaźń człowieka z psem oraz ich wcześniejszą historię. I trzeba przyznać, że jest to wciągające, same przygody bohaterów są widowiskowe, dobrze zrealizowane i kreatywne. Można powiedzieć, że cały czas pojawiają się nowe zagrożenia i daje to odświeżenie. Problem w tym, że cały czas działa to na schemacie ratowania siebie nawzajem, gdzie to ten skazany na porażkę okazuje się bohaterem. I nie napisałem tego na starcie, ale film zaczyna się od sceny, gdy na drodze widzimy samotnego psa, a potem cofamy się o kilka dni wstecz. Czyli wiemy, że pies przetrwa i tak, nie wiemy, czy Jamesowi się uda, ale ta widza zabiera nam spory ciężar emocji w filmie. Co w połączeniu ze schematycznością sprawia, że druga połowa, a w szczególności końcowa nie wywołują już takich emocji.
Niestety pomiędzy to wszystko wciśnięty jest patetyzm. Od opowieść o moralności i poświęceniu i bezsensie wojny, po ratunek przyjaciela narażając własne życie. Oczywiście są tu słuszne i chwalebne wartości, jednak ich natłok jest tak przesadny i ukazany wprost, że wygląda to nienaturalnie.
Naturalnie za to wygląda… natura, no może poza niektórymi efektami komputerowymi zwierząt, ale wybaczam, nie jest źle. Natomiast lasy, rzeki, jeziora, no po prostu tereny, w których dzieje się film wyglądają po prostu zjawiskowo. Tutaj też wychodzi ich różnorodność, ale potęga natury, szczególnie właśnie w terenach, które są niemal nietknięte przez człowieka.
Mam problem z tym filmem. To bardzo dobrze zrealizowane kino przetrwania, które zaciekawia na starcie, ale z czasem skręca w schematyczność i kręci się już tylko w nią gorzej do końca. Podlewając to jeszcze sosem patosu i taniej moralności, a szkoda, bo wiele elementów w tym filmie gra dobrze.
5/10

