Dream Scenario – Recenzja
Nicolas Cage śni się ludziom, to tak naprawdę cały opis nowego filmu Kristoffera Borgli.
Read MoreNicolas Cage śni się ludziom, to tak naprawdę cały opis nowego filmu Kristoffera Borgli.
Read MoreBill Burr to amerykański aktor i komik, znany z kilku dobrze przyjętych speciali stan-up’owych na Netflixie, dla którego tym razem stanął za i przed kamerą robiąc jedną z najbardziej boomerskich komedii ostatnich lat.
Jakbym miał w skrócie opisać ten film, to trójka ojców nie może odnaleźć się w nowoczesnym świecie. Koncepcja może i ciekawa, bo porusza temat tego jak zmienia się podejście do ważnych kwestii jak wychowanie i oczywiście nadużywany termin poprawność polityczna. Jednak film opiera się na tak mocnych skrajnościach, że jego oczywistość boli, jednak po kolei. Poznajemy Jacka granego przez reżysera tego filmu, ma on małego syna, którego zaprowadza do przedszkola, gdzie jego nauczycielka jest jego przeciwieństwem. Nasz bohater to kłębek nerwów wychowany „po staremu” według tradycyjnych wartości z miłością do gloryfikowania przeszłości. Po kłótni ze wspomnianą nauczycielką musi się zmienić, bo wynik jego syna nie zależy tylko od jego dokonań, a także postawy rodzica.
Późniejsze działania to jeden wielki kontrast, między głównym bohaterem i jego dwójką kolegów, którzy są w podobnej sytuacji do niego, a „nowoczesnym światem”. Dla przykładu zostają oni zwolnieni z firmy, którą sami założyli, ponieważ nagrano ich w służbowym samochodzie na niestosownych żartach. Oczywiście każdy z tytułowych trzech tatuśków dostaje swoje historie opierające się na różnych motywach. U głównego bohatera jest to niechęć do zmiany zachowania i zaakceptowania, ze świat się zmienia i to, co było w porządku w jego młodości teraz nie jest. Drugi spodziewa się dziecka w wieku, gdzie w jego standardach bardziej powinno myśleć się o wnukach i to go przerasta. Trzeci nie może pogodzić się z przemijaniem i że nie jest już taki „fajny” w oczach młodych jak uważa, że jest.
Niestety żaden z tych wątków nie jest wystarczająco rozwinięty, a w momentach, kiedy stara się to zrobić jest rozegrany na banałach. Dla przykładu przemiana głównego bohatera nadchodzi, gdy jego poglądy wygłasza obleśnie wyglądający stary taksówkarz. Dosłownie wszystko jest tutaj skrajnością i oczywiście, są filmy które to robią dobrze, jednak stawiają one bardziej na absurd komedii, a przesłanie zostawiają w tle. Tutaj film cały czas stara się przekazać, że skrajności są złe i środek to odpowiednia opcja, jednocześnie cały czas stając się uderzać w te skrajności. Przez co sama komedia jest płyta i powierzchowna i tak zdarzały się zabawne momenty, jednak każdy z nich musiał być od razu przerywany tanią refleksją.
Chciałbym tutaj napisać, że obsada ratuje to co tutaj się dzieje, jednak niestety tak nie jest, Roberto Cannavale to zdecydowanie najbardziej ceniony członek obsady i bez zaskoczeń wypada tutaj najlepiej. Jednak jego watek nieradzenia sobie z upływem czasu dostaje tutaj najmniej czasu, a szkoda, bo zarówno pod względem aktorskim, jak i komediowym wypada on najlepiej. Natomiast dwójka pozostałych tatuśków, czyli Bokeem Woodbine i Bill Burry wypadają zaskakująco nijako, co może i tak dobre w kontrze do bohaterów, którzy właśnie stoją z nimi w kontrze. Którzy są tak przerysowani, że jest to absurdalne, jednak film, nigdy nie decyduje się skorzystać z potencjału komediowego tego absurdu, a stawia go jako kontrę do bohaterów.
Największy problem, jaki mam z tym filmem to, że jest to komedia, która stara się cały czas coś udowodnić widzowi, przy tym traktując go jak totalnego idiotę, któremu trzeba ukazać skrajności, żeby ten je zauważył. Szkoda, że nie skupił się na samej warstwie komediowej, a przekaz, który mimo wszystko uważam za słuszny zostawił w domyśle, ufając, że widz go dostrzeże.
3/10
Quentin Dupieux to jedna z najciekawszych postaci w obecnym świecie kina, a to samo można byłoby napisać o festiwalu filmowym Splat!, na którym widziałem jego już nie najnowszy film z zeszłorocznego Cannes.
Read MoreCharlotte Regan to niespełna trzydziestolatka, która już dostarczyła nam kilka produkcji krótkometrażowych. Jednak jej pierwszy pełnometrażowy film nie przeszedł bez echa, ba wygrał tegoroczny festiwal w Sundance w kategorii film zagraniczny.
Read MoreFrançois Ozon nie wytrzyma jak nie wypuści kolejnego filmu. Twórca hitowych „Ośmiu kobiet” przez ostatnie lata wypuszcza każdego roku film, a jedno z tych dzieł pozostaje dla mnie szczególne, bo „Lato ‘85” było pierwszą napisaną przez mnie tutaj recenzją.
Read MoreHasło nowy Marvel wywołuje u mnie często niechęć i brak zaangażowania, jednak zdarzają się wyjątki i mimo że dwie poprzednie części „Strażników Galaktyki” nie były w mojej ocenie wybitnymi filmami to bawiłem się na nich naprawdę nieźle.
Read MoreJak my wszyscy lubimy polskie komedie, od razu nasuwają się dziesiątki przykładów takich produkcji… oh wait.
Read MoreRuben Östlund w tym roku wygrał swoją drugą palmę w Cannes. Można powiedzieć, że to historyczne osiągniecie zważając że nie ma jeszcze 50 lat, a jest to tak naprawdę trzeci film, z którym wyszedł do szerszej publiki.
Read MoreJordan Peele to jedno z najgorętszych nazwisk kina w ostatnich latach. Zaskakujące „Uciekaj!” czy „To My”, które osobiście uwielbiam. Obok takich reżyserów jak Ari Aster czy Robert Eggers redefiniuje czym są horrory, choć nie boi się też wychodzić z szufladki tego gatunku.
Read MorePo zaskakującej jedynce i nieco wtórnej dwójce wracamy do rodziny Verneuil w trzeciej części, która swoi w bolesnym rozkroku pomiędzy powtarzaniem tego samego, a wprowadzaniem nowych motywów.
Koncept jest pewnie większości znany, ale dla pewności przypomnę. Mamy Francuską rodzinę, w której cztery córki poślubiają obcokrajowców z różnych stron świata czemu nieprzychylni są rodzicę chcący Europejskiego, a najlepiej Francuskiego zięcia. Trzecia część zabiera nas do przygotowań do czterdziestej rocznicy małżeństwa, na które to jest zorganizowana wielka impreza. Na niej mają spotkać się rodziny wszystkich bohaterów z nastawieniem na rodziców małżonków wspomnianych sióstr. Co jest pierwszym odświeżeniem w formule, bo wprowadza masę nowych postaci, a także przez ukazanie osób ze starszego pokolenia uwypukla różnice kulturowe między nimi. Co prowadzi do wybuchania konfliktu za konfliktem, a to tylko szczyt góry lodowej.
Jednak jak na półtorej godzinny film mamy tutaj zaskakująco dużo wątków pobocznych, co oczywiście sprawia, że są one mało rozbudowane w większości, jednak w pewien sposób pogłębiają postacie, choć tylko z pozoru. Niestety większość z nich jest do zapomnienia i nie wnoszą nic poza podstawę do komicznych sytuacji tak jak rywalizacja Rachida z Davidem, która logicznie nie ma sensu, a stosowana jest bardziej jako comic relief, a końcowe jej puenta jest maksymalnie naciągana. Tak naprawdę tylko wątek Helmuta ma więcej sensu i popycha bohaterów w jakąś stronę.
Jednak kolejna część Francuskiej komedii to przede wszystkim komedia. I wiadomo kwestia tego, czy film jest zabawny może być kwestią gustu. Same żarty to rozbudowa motywów z poprzednich części. Tutaj naśmiewanie się ze stereotypów o danym kraju lub wyznawcach religii, tutaj ze staroświeckiego podejścia. Żeby przejścia do żartów z weganizmu i nowoczesnego teatru. Można powiedzieć, że mamy więcej tego samego, zdarza się część bardziej trafna i powiedzmy na czasie, mamy też trochę nawiązań do głośnych spraw popkulturowych jak czarnoskóry Jezus. Mamy też dużo komedii bazującej na absurdzie, bo inaczej nie mogę określić czemu matka Chinka ma przerysowany komediowo problem alkoholowy.
Czy mnogość nowych postaci dobrze wpisuje się w ten film? Przyznam, że ten aspekt wypada wyjątkowo dobrze. Tak, bohaterowie to niemal chodzący zbiór stereotypów, ale wpasowuje się to jakoś w charakterystykę tego dzieła. Znani bohaterowie na dobrą sprawę się nie zmieniają co jednocześnie może być zaletą jak i wadą. Choć odbicie ich w nowych bohaterach jest czymś co sprawia ze patrzymy na nich w inny sposób.
Wizualnie film niestety trąci estetyką taniego serialu i trochę to pasuje do ogólnego wrażenia, że film był produkowany na szybko. Szczególnie widać to w montażu, często sceny są pocięte bardzo chaotycznie, jakby w połowie, przez co w ogóle nie wybrzmiewają. Co po części pasuje do opisanych wcześniej wątków pobocznych, możliwe, że w zamyśle były one bardziej rozbudowane, jednak gdzieś w produkcji zdecydowano się je skrócić. Czasem miałem aż wrażenie, że pomiędzy scenami w danym wątku czegoś brakuje bez czego historia jest niekompletna.
Trzeba przyznać ze jest to bardzo bezpieczna kontynuacja, szczególnie pod względem humoru. Nowe postacie dodają trochę kolorytu, jednak wydaje się to trochę za mało, choć myślę, że entuzjaści dwóch pierwszych części i tak będą się dobrze bawić.
5/10